Trzeba iść dokądkolwiek.Trzeba ufać drodze.Gnuśnieję, kiedy nigdzie z domu nie wychodzę.J.I.Sztaudynger
GTWb_logo_85x120.jpg

Ukraina

wtorek, 18 marca 2014

czyli tam gdzie była Ukraina z widokiem na Rosję, a teraz jest paskudny dowód grabieży.  

Jest mi przykro, że tak wielki i bogaty w zasoby kraj lekką ręką kradnie ziemię gdy tylko jest okazja. 

Nie jestem zwolenniczką Ukrainy. Dla mnie to dziwny i zdegenerowany kraj. Dużo pokoleń przeminie, zanim ludzie w nim zaczną myśleć nie poprzez lenistwo, grabież i krew bliźniego. Źle się tam żyje i wina leży w historii. Niemniej kradzież przez bogatą Rosję jest jeszcze obrzydliwsza. Tak jakby głodnemu psu wyrwać kawałek chleba. Krym jest miejscowością która przynosiła zyski. Teraz przyniesie je bogatemu.

niedziela, 19 stycznia 2014

Nowy Świat jest dla miejscowych miejscem szczególnym, ponieważ książę Lew Siergiejewicz Golicyn wyprodukował przy wielkim nakładzie pierwsze ojczyste wino musujące „Sudackie szampańskie 1799 roku”. Był to ogromny sukces. Na światowej wystawie-degustacji szampańskich win we Francji „Nowy Świat” otrzymał główną nagrodę.

Miejsce jest dla turysty bardziej przyjazne niż Sudak, nie czułam tam rosyjskiego nasrożenia. 



wtorek, 17 sierpnia 2010
Bar i Winnica wg wikipedii.


Poniższy 'empik' miał podobno tytuły sprzed lat. Tak przynajmniej twierdzi mój mąż który jest fanem lektury drukowanej. Ja nie widziałam.

Ksiądz w parafii barskiej był monstrualny. Może to choroba a może rozbuchany apetyt, nie wiem. Nazwaliśmy go lotniskowcem. Tak, wszyscy mniej lub bardziej byliśmy pod wpływem.
Nie jestem przekonana co do ostatniego zdjęcia budynku zakonu, ale skoro go tu przyporządkowałam to chyba tak powinno być.

Faktycznie. Te od góry to chyba Winnica, a od kościoła to Bar. Nazwy nawet do siebie pasują ;)
Tagi: Ukraina
18:24, agata744 , Ukraina
Link Komentarze (6) »
środa, 09 czerwca 2010
Chcecie zabytki czy elementy bardziej żywe?

by Mario
10:20, agata744 , Ukraina
Link Komentarze (6) »
niedziela, 17 maja 2009
Trochę mi się zeszło w tym barze ale już mogę pisać dalej ;)

Z Łucka pojechaliśmy wprost do Dubna, obejrzeć dawny (XV w.) zamek Ostrogskich, zamieniony później (XVIII) w pałac przez Lubomirskich.
W drugiej połowie XIX w. obiekt stał się własnością władz carskich (po rozbiorach Dubno znajdowało się w zaborze rosyjskim) więc niszczał, wykorzystywany na różne cele administracyjno-gospodarcze.
Obecnie trwają tam prace mam nadzieję konserwatorskie, odnowiono elewacje pałacu.
Obok pałacu stoi okrutnie śmierdząca wygódka, z drugiej strony blaszane garaże.
W sumie nie było czego podziwiać, więc poszliśmy na obiad gdzie wódkę i popitkę serwowano nam w kryształach, za to placki ziemniaczane przynoszono po dwie porcje co 15 minut. Później się dowiedzieliśmy że jest to narodowe tempo obsługi klienta, obsłudze się nigdy nie spieszy.

Po drodze mijaliśmy pierwszomajowy pochód Komunistycznej Partii Ukrainy.



Jak wspomniałam w poprzednim wpisie zdjęcia robił mój mąż wielki miłośnik zamków i wróg pałaców, czyli... pałacu nie sfotografował co dopiero teraz zauważyłam.
11:33, agata744 , Ukraina
Link Komentarze (5) »
wtorek, 12 maja 2009
Poprzedni wpis uzupełniony, pora na dzień drugi.

Z Kowla pojechaliśmy do Łucka gdzie zwiedziliśmy zamek oraz knajpę.
W jednej z wież zamkowych jest wystawa dzwonów z nieistniejących świątyń. Wszyscy wiedzą jak pięknie brzmią dzwony ale mało kto słyszał dźwięk z niedziałającego modelu. Jak by ktoś walnął w garnek. Jakaś przykrość i pustka się z tego dźwięku rozległa.

Zdjęcia w większości są aut. mojego męża, więc nie raz będę na nich i ja. Na zamkach nie jestem w stanie wydrzeć mu aparatu z rąk.


Osobny temat tej podróży to toalety. Tu miałam pierwszą próbę sił i obyczajów. Zapytałam gdzie jest i wskazano mi sławojkę. Śmierdziało z daleka, nie byłam w stanie skorzystać z niej przy zamkniętych drzwiach, a tuż obok stoją dwie nowe, zamknięte na głucho toalety. Z jednej z nich korzystają pracownicy. Sławojka jak widać różni się od nam znanych modeli z siedziskiem.


Aby się odkazić poszliśmy do baru wyglądającego jak mordownia i wypiliśmy świetne czarne piwo 8 vol.


poniedziałek, 11 maja 2009
Zastanawiam się jakim trybem poprowadzić opowieść i skłaniam się ku co ciekawszym elementom z każdego kolejnego dnia.

Wyjazd 30. kwietnia.
Do ostatniej chwili nie było wiadomo gdzie wsiądziemy do busa. Stanęło na Chełmie. Zajechaliśmy wesolutcy pociągiem i dowiedzieliśmy się że niestety bus stoi po ukraińskiej stronie i musimy jakoś do niego dotrzeć. Kłopot w tym że przejście graniczne w Dorohusku nie obsługuje ruchu pieszego. Ups.
Taksówkami dojechaliśmy do przejścia i łapaliśmy przed szlabanem okazje. Nic przyjemnego. Grupa musiała się rozdzielić na części i szukać szczęścia. Ja z dwoma kolegami przekraczałam granicę jako ostatnia i przestawało nam być do śmiechu gdyż z racji późnej pory auta przestawały jechać, a do tego podnieśli szlaban więc nie musiały się zatrzymywać.
W końcu zabrali nas dwaj Polacy zdezelowanym polonezem i jak się później okazało było to nasze najszybsze przekroczenie granicy.

Przenocowaliśmy w Kowlu w hotelu XI kategorii, który zasłużył sobie na naszą wizytę swoją groteskowością. Śmieszny i straszny, za 3$
Okropne pokoje z obdartą tapetą i klepką pomalowaną farbą olejną. Łóżka na których spało kilka pokoleń. Na piętrze jeden sedes, o prysznicu nikt tam nigdy nie słyszał, woda oczywiście tylko zimna. Luksusem było posiadanie w pokoju umywalki i kranu.
Kilka lat temu gdy grupa w swych kresowych podróżach wynajęła po raz pierwszy pokoje w tym hotelu to w dwóch z nich było tak, iż kran był z jednej strony ściany a umywalka z drugiej. W głowie się taki absurd nie mieści.



ps. mąż dostał wczoraj silnych bóli żołądkowych co mnie bardzo dziwi po takiej porcji dezynfekcji jaką zażyliśmy ;)